Strona główna Felieton na dziś Klimaty z PRL „Z kuferka wspomnień Marianny” Cz.5 _Moja pasja – pisanie_zredagowała Johanka

„Z kuferka wspomnień Marianny” Cz.5 _Moja pasja – pisanie_zredagowała Johanka

0
239
101_2786

Moi Kochani, otrzymałam od Przyjaciółki Marianny kilka opowiadań , wspomnień z PRL, z dawnych lat i nieco później- tak mnie zaciekawiły, że postanowiłam za jej zgodą je zamieścić na mojej stronie. Tekst poddałam zredagowaniu na potrzeby tej strony. 

Moją największą radością było zawsze  pisanie, ale z powodu wyjazdów i różnych problemów,  przez jakiś czas musiałam wszystko odłożyć.

Jednak  potem pracując w sklepie w ramach luzu nadal realizowałam swoją pasję. Prowadziłam  pamiętniki dla dzieci, potem wnuków. Poszukiwałam coraz głębszych korzeni. Odkrywałam tajemnice i sekrety przodków. Opisywałam ich radości i smutki, sukcesy i porażki.

Choć  niektóre przypadki mogą być naprawdę smutne i bolesne, nie należy nikogo obwiniać, ponieważ każdy ma swoje przeznaczenie i za swoje życie sam  odpowie.

Z pewnością  daleko mi do prawdziwego twórcy, jednak  pisanie  sprawia mi wiele  radości. Nie używam wyrazów trudnych, aby każdy kto kiedyś będzie czytał moje wspomnienia lepiej wszystko zrozumiał.

W swoim małym sklepie zawsze miałam dobry kontakt z klientkami.

Słuchałam ich zwierzeń, pocieszałam mimo, że sama borykałam się z poważnymi problemami.

Kiedyś koleżanka powiedziała, że więcej bym zarobiła jako psycholog, niż na tych moich ciuchach. Może to prawda, ale myślę, że nawet w takiej branży zdołałam innym pomóc.

Ratowanie wnuka pewnej radykalnej babci

Pewnego dnia  w piątkowe popołudnie pojawiła się w sklepie  starsza pani z około 15 letnim wnukiem.

Zdecydowanym tonem nie znoszącym sprzeciwu poprosiła o rozpinany  męski sweter, a następnie jeden z dwóch położonych na ladzie kazała chłopcu  przymierzyć.

Na początku myślałam, że pewnie chłopak posłużył za modela.

Jednak, kiedy  widziałam przerażenie w oczach i  jakby prośbę o pomoc  tego młodzieńca wiedziałam, że muszę coś zrobić.

Na wsi każdy klient na wagę złota, dlatego delikatnie  spytałam, dla kogo ma być ten sweter, aby jej nie urazić.

Wtedy kobieta się rozgadała, że zięć pijaczyna nie dba o dzieci, dlatego  na stare lata  musi wnukom kupować ubrania.

Sugerowałam, że taki sweter to dla starszych, absolutnie nie pasuje na takiego młodego chłopaka.

Dodałam nawet, że nie pozwoliłabym mężowi takiego założyć, ale kobieta stwierdziła, że jej się taki góralski wzór z gwiazdkami podoba i chłopak musi nosić co mu kupi, bo na swojego ojca nie ma co liczyć.

Pokazałam młodzieżowe bluzy dużo tańsze, ale kobieta stwierdziła, że w kapturach młodzi  wyglądają  jak bandziory.

W końcu nie wytrzymałam i grzecznie  spytałam, czy naprawdę chce tego wnuka narazić na pośmiewisko w szkole, kiedy dzisiejsza młodzież potrafi być nieobliczalna w słowach.

Przecież ten chłopak już jest skrzywdzony i  nie może ponosić winy za swojego ojca.

Wtedy kobieta odpuściła, kazała przymierzyć bluzę z kapturem, dokupiła jeszcze T-shirt i spokojnie wyszła razem z wnukiem.

Z pewnością  zapomniałabym o całej sprawie,  ale w poniedziałkowe popołudnie, kiedy już miałam zamykać sklep, nagle chłopak zjawił się  cały zdyszany.

Byłam pewna, że babcia kazała mu zwrócić bluzę. Jednak jak się okazało chłopak przybiegł, aby  mi  podziękować, że zdołałam przekonać babcię.

Zwierzał się, że ma trójkę  rodzeństwa i choć miał szacunek do ojca  obwiniał go o sytuację w domu. Wprawdzie z  uznaniem  mówił o babci opiekuńczej, ale nie ukrywał   żalu, że  życie mają  podporządkowane  pod jej rozkazy.

Wdzięczność tego chłopaka była o wiele większa niż utarg z tego swetra. Poczułam sympatię do tego chłopaka i było mi go naprawdę żal. Ogólnie  jestem litościwa i zawsze  dotrzymuję słowa.

Koniec części piątej zapraszam na następną.