Strona główna Felieton na dziś Klimaty z PRL „Z kuferka wspomnień Marianny” Cz.1 _Dzieciństwo_zredagowała Johanka

„Z kuferka wspomnień Marianny” Cz.1 _Dzieciństwo_zredagowała Johanka

0
245
20221001_133657

Moi Kochani, otrzymałam od Przyjaciółki Marianny kilka opowiadań , wspomnień z PRL, z dawnych lat – tak mnie zaciekawiły, że postanowiłam za jej zgodą je zamieścić na mojej stronie. Tekst poddałam zredagowaniu na potrzeby strony.     

Dzieciństwo

Urodziłam się w 1957 roku. Pochodzę z województwa opolskiego z  niewielkiej wioski w pobliżu Strzelec Opolskich. Wychowałam się w rodzinie katolickiej.

Ojciec był pracownikiem fizycznym i pracował  w każdym  zawodzie. Matka od świtu do nocy harowała w niewielkim gospodarstwie rolnym, które wymagało sporo pracy i wysiłku, a zysku dawało niewiele.

Od najmłodszych lat nienawidziłam tej gospodarki, ponieważ borykaliśmy się z biedą, ale mimo niechęci, pomagałam  matce we wszystkich pracach.

Moje dzieciństwo było, takie jak każde na wsi w PRL-owskich czasach.

Najczęściej do naszych codziennych obowiązków należało  pilnowanie gęsi. Nie było zabawek, ale razem z sąsiadami jakoś trzeba było sobie zorganizować zabawę. Szyłyśmy sukienki dla lalek, urządzaliśmy po swojemu wyznaczony kawałek miejsca, a  naczyniami do zabawy były potłuczone  kawałki kolorowej porcelany.

Swoją pierwszą komunię świętą wspominam smutno.

Najpierw pojawił się problem z butami, bo miałam małe stopy, dlatego jak ostatnią parę z wystawy  przymierzyłam, wolałam nie mówić, że są ciasnawe. Torebka też  mi się nie spodobała, ale nie mogłam wybrzydzać, bo innej nie było.

Potem fryzjerka obcięła mi krzywo włosy. Wprawdzie  matka pojechała ze mną  do poprawki, ale włosów nie dało się naciągnąć.

Natomiast dwa dni przed uroczystością,  jakiś samochód rozbił się o drzewo przy naszej posesji, gdzie zginęło dwóch mężczyzn, a potem wrak auta stał przez kilka dni na naszym podwórku. Byłam przerażona i bałam się  przechodzić obok tego złomu, ponieważ męczyły mnie koszmarne sny.

W końcu nadszedł oczekiwany dzień.

Najbardziej cieszyłam się z mojej śnieżnobiałej sukienki i nawet wujek, kiedy poprawiał nożyczkami moje włosy, nie mógł mi tego dnia popsuć humoru.

Jednak  moja radość prysła, kiedy pojawiła się w kościele  kuzynka,  w przepięknej  zagranicznej sukni, z rękawiczkami koronkowymi, zegarkiem na ręce i torebką z tego samego materiału.

Nagle moja suknia w porównaniu do niej utraciła całą dotychczasową biel. Na dodatek tak bardzo marzyłam o rękawiczkach, ale ich nie dostałam.

Rozumiałam  trudną sytuację w domu i na rynku, gdzie wszystko z trudem zdobywano i nie byłam zazdrosna. Jednak, kiedy kuzynka poruszała się z taką dumą,  poczułam naprawdę  zazdrość.

Na dodatek, po powrocie do domu miałam całe pięty aż do krwi obdarte. Ciotka, która była zakonnicą już od progu kazała zdjąć suknię, aby ją uszanować i nie pobrudzić. Nie byłam nigdy odważna, ale wtedy wyrzuciłam z siebie  cały tłumiony żal.

Powiedziałam o pięknej sukni kuzynki, torebce i rękawiczkach. Ciotka  ręce załamała, bo  kto to widział, aby Pana Jezusa przyjmować w rękawiczkach. Dobrze, że nie wspomniałam o zegarku, bo pewnie bym zdrowo oberwała. Jednak wieczorem nie ukrywała przed matką oburzenia na  bratową, że tak wystroiła wnuczkę.

Wymarzony zegarek…

Poza tym bracia bardzo wcześnie nauczyli mnie „poznawania na zegarze”. Niestety nie dostałam w prezencie, ani zegarka, ani roweru, ale potem ojciec dla mnie sklecił z trzech zegarków jeden, który ukrywałam, bo był taki męski, a  każda wskazówka była inna.  Rower także miałam z różnych części poskładany i takie to były prezenty.

Z roku na rok coraz bardziej  marzyłam o pracy i mieszkaniu w mieście. Tęskniłam za innym życiem niż było na wsi.

Od wczesnych lat młodości moją pasją było czytanie książek i pisanie różnych opowieści.  Pierwsze opowiadanie  napisałam w IV-klasie  szkoły podstawowej, o naszym  małym  osieroconym kotku, któremu krowa przygniotła matkę.

Potem w zeszycie spisywałam swoje radości i smutki, a z czasem sięgałam do rodzinnych korzeni. Zbierałam stare dokumenty i fotografie. Z wielką uwagą słuchałam  opowiadań dotyczących całego pokolenia.

Koniec części I.

Wspomnień Marianny wysłuchała Johanka

Zdjęcie pochodzi z Muzeum Górnoślaskiego w Bytomiu, fot.Johanka

Wybaczcie, ale wykonane bez lampy błyskowej.