Moi Kochani, otrzymałam od Przyjaciółki Marianny kilka opowiadań , wspomnień z PRL, z dawnych lat – tak mnie zaciekawiły, że postanowiłam za jej zgodą je zamieścić na mojej stronie. Tekst poddałam zredagowaniu na potrzeby tej strony.
Pierwsza praca, początek dorosłego życia
Po ukończeniu szkoły podstawowej razem z z przyjaciółką nie znalazłyśmy praktyki w zawodzie krawcowej, bo nikt nie chciał dwóch uczennic naraz, a my z Marysią byłyśmy nierozłączne.
Może, gdyby ktoś z rodziców był z nami, pewnie by się miejsce znalazło.
W końcu za zgodą matki bez przyjaciółki rozpoczęłam naukę w wieczorowym Liceum. Jednak nie chciałam być ciężarem dla rodziców, dlatego zatrudniłam się jako pomoc domowa, aby na siebie zarobić, a jednocześnie uciec od życia na wsi.
Byłam zadowolona z mojej pracy, ale matka ciągle narzekała, że jestem tylko służącą i niańką.
Kilka miesięcy później pomogłam pewnej starszej Pani wsiąść w Gliwicach do pociągu i tak w czasie rozmowy kobieta zaproponowała mi pracę w sklepie.
Wprawdzie nie miałam zamiaru rezygnować z dotychczasowej pracy, ale jak opowiedziałam w domu o przypadkowej znajomości matka od razu ze mną do tego sklepu pojechała.
Wiedziałam, że dotychczasowa praca u p. Krystyny, która prowadziła w domu zakład dziewiarski mogła być chwilowa ze względu na jej kilkumiesięczną córeczkę, dlatego nie mogłam zmarnować takiej szansy, chociaż nie ukrywałam jak bardzo ceniłam p. Krystynę.
To dzięki tej kobiecie uwierzyłam w siebie i stałam się bardziej odważna.
Praca w sklepie okazała się dobrym wyborem, a p. Izabela była również świetną, życzliwą i wesołą kierowniczką. Nie utrudniała mi wyjazdów do szkoły, chociaż czasami byłam bardzo potrzebna w sklepie.
Wprowadziła mnie w świat dorosłości i udzielała różnych wskazówek.
W październiku 1975 roku w wieku 18 lat wyszłam za mąż za starszego od siebie chłopaka i mimo swoich marzeń znów zamieszkałam na wsi.
Na dodatek w jednym pokoju z teściową.
Zaczynaliśmy wszystko od zera bez grosza przy duszy. Nie było wczasów, ani podróży poślubnej tylko od razu rozpoczęliśmy budowę domu, bo w przeciwnym razie odbierano zezwolenie.
Wkrótce potem na świat przyszła pierwsza córka, a niespełna rok po niej druga.
W tym czasie mąż miał w pracy poważny wypadek. Stres i nie przespane noce spowodowały wcześniejsze narodziny drugiej córki. Mąż chorował przez dziewięć miesięcy, a mimo tego z nogą w gipsie chodził na budowę.
W tych trudnych chwilach nie miałam w nikim wsparcia, ani pomocy.
Dla teściowej nie byłam wymarzoną synową. Natomiast ze strony krewnych zamiast współczucia słyszałam jedynie docinki, po co mi było tak wczesne wyjście za mąż.
Nawet nie ukrywali, że widzieli mnie już w roli dwudziestoletniej wdowy z dwójką małych dzieci. Życie mnie nigdy nie rozpieszczało, ale nie poddawałam się i walczyłam.
W 1979 roku wprowadziliśmy się do nowego domu, gdzie jakiś czas później na świat przyszła trzecia córka. Jednak, kiedy miała zaledwie pół roku przeszłam skomplikowaną operację na kamienie żółciowe.
Miałam wtedy 26-lat, a moje życie było poważnie zagrożone, powodem były drobne kamyki, które zablokowały przewód, ale nie bałam śmierci, ponieważ wierzyłam, że mąż beze mnie sobie doskonale poradzi i zdoła córki wychować.
Był bardzo opiekuńczym i troskliwym ojcem. Jednak miałam szczęście i przeżyłam.
Tak naprawdę chyba ktoś nade mną czuwał, bo w wieku 14 lat miałam także operację. Wprawdzie tylko na wyrostek, ale z uwagi na stan zapalny jaki się wytworzył, podobno już tylko minuty dzieliły mnie od śmierci, a mimo wszystko przeżyłam.
W latach osiemdziesiątych pracowałam w sklepie spożywczym. Nie było łatwo, kiedy towar był na kartki. Ludzie przestawiali lady, a nas podejrzewano o spekulacje, a przecież towaru nie dało się pomnożyć, a kartek podrobić. O tym innym razem.
Opowiadania Marianny wysłuchała Johanka









