Strona główna Felieton na dziś Klimaty z PRL „Z kuferka wspomnień Marianny” Cz.2 _Pierwsza praca_zredagowała Johanka

„Z kuferka wspomnień Marianny” Cz.2 _Pierwsza praca_zredagowała Johanka

0
237
101_2810

Moi Kochani, otrzymałam od Przyjaciółki Marianny kilka opowiadań , wspomnień z PRL, z dawnych lat – tak mnie zaciekawiły, że postanowiłam za jej zgodą je zamieścić na mojej stronie. Tekst poddałam zredagowaniu na potrzeby tej strony.   

Pierwsza praca, początek dorosłego życia

Po ukończeniu szkoły podstawowej razem z  z przyjaciółką nie znalazłyśmy praktyki w zawodzie krawcowej, bo nikt nie chciał dwóch uczennic naraz, a my z Marysią  byłyśmy nierozłączne.

Może, gdyby ktoś z rodziców był z nami, pewnie  by się miejsce znalazło.

W końcu  za zgodą matki bez przyjaciółki rozpoczęłam naukę w wieczorowym Liceum. Jednak nie chciałam być ciężarem dla rodziców, dlatego zatrudniłam się jako pomoc domowa, aby na siebie zarobić, a jednocześnie  uciec od  życia na wsi.

Byłam zadowolona z mojej pracy, ale matka ciągle narzekała, że jestem tylko służącą i niańką.

Kilka miesięcy później pomogłam pewnej starszej Pani wsiąść w Gliwicach do pociągu i tak w czasie rozmowy kobieta zaproponowała mi pracę w sklepie.

Wprawdzie nie miałam zamiaru rezygnować z dotychczasowej pracy, ale  jak opowiedziałam w domu o przypadkowej znajomości  matka od razu ze mną do tego sklepu  pojechała.

Wiedziałam, że dotychczasowa  praca u p. Krystyny, która prowadziła w domu zakład dziewiarski mogła być chwilowa ze względu na jej  kilkumiesięczną córeczkę, dlatego nie mogłam zmarnować takiej szansy, chociaż nie ukrywałam jak bardzo ceniłam p. Krystynę.

To dzięki tej kobiecie uwierzyłam w siebie i stałam się bardziej odważna.

Praca  w sklepie okazała się dobrym wyborem, a p. Izabela była również świetną, życzliwą i wesołą kierowniczką. Nie utrudniała mi wyjazdów do szkoły, chociaż  czasami byłam bardzo potrzebna w sklepie.

Wprowadziła mnie w świat dorosłości i udzielała różnych wskazówek.

W październiku  1975 roku w  wieku 18 lat wyszłam za mąż za starszego od siebie chłopaka i mimo swoich marzeń znów zamieszkałam  na wsi.

Na dodatek w jednym  pokoju z teściową.

Zaczynaliśmy wszystko od zera bez grosza przy duszy. Nie było wczasów, ani podróży poślubnej tylko od razu rozpoczęliśmy budowę domu, bo w przeciwnym razie odbierano zezwolenie.

Wkrótce potem na świat przyszła pierwsza córka, a  niespełna rok po niej  druga.

W tym czasie mąż miał w pracy poważny wypadek. Stres i nie przespane noce spowodowały wcześniejsze narodziny drugiej  córki. Mąż chorował przez dziewięć miesięcy, a mimo tego z nogą w gipsie chodził na budowę.

W tych trudnych chwilach nie miałam w nikim wsparcia, ani pomocy.

Dla teściowej nie byłam wymarzoną synową. Natomiast ze strony  krewnych zamiast współczucia słyszałam jedynie docinki, po co mi było tak wczesne wyjście za mąż.

Nawet nie ukrywali, że widzieli  mnie już w roli dwudziestoletniej wdowy z dwójką małych dzieci. Życie mnie nigdy nie rozpieszczało, ale nie poddawałam się i walczyłam.

W 1979 roku wprowadziliśmy się do nowego  domu, gdzie jakiś czas później na świat przyszła trzecia córka. Jednak, kiedy miała zaledwie pół roku przeszłam skomplikowaną  operację na kamienie żółciowe.

Miałam wtedy 26-lat, a  moje życie było poważnie  zagrożone, powodem były drobne kamyki, które zablokowały przewód, ale nie bałam  śmierci, ponieważ wierzyłam, że mąż beze mnie sobie doskonale poradzi  i zdoła córki  wychować.

Był bardzo opiekuńczym i troskliwym ojcem. Jednak miałam szczęście i przeżyłam.

Tak naprawdę chyba  ktoś nade mną czuwał, bo  w wieku 14 lat miałam także operację. Wprawdzie  tylko na wyrostek, ale z  uwagi na stan zapalny jaki się wytworzył,  podobno już tylko minuty dzieliły mnie od śmierci, a mimo wszystko przeżyłam.

W latach osiemdziesiątych pracowałam w sklepie spożywczym. Nie było łatwo, kiedy  towar był  na kartki. Ludzie przestawiali lady, a nas podejrzewano  o spekulacje, a przecież towaru nie dało się pomnożyć, a  kartek  podrobić. O tym innym razem.

Opowiadania Marianny wysłuchała Johanka