Wstęp
Udzielam się na platformie X, dawniej Twitter. Wszyscy Twitterianie znają mnie jako Ślązaczkę propagującą język śląski oraz kulturę śląską. Na platformie X miałam zaszczyt nieco poznać Autorkę, panią Barbarę Romer – Kukulską dzięki której dowiedziałam się o tej książce.
Nabyłam wersję papierową, bo jestem fanem starych fotografii, których jest w niej bez liku.
Klachy z Koszutki, z familoków do bloków
Książka ta to wspomnienia z dzielnicy Koszutka w Katowicach. Autorka nie tylko pisze, ale maluje słowem opowieść o swoim dzieciństwie.
Widzimy powstające na tym terenie bloki, do których przeprowadzają się różni mieszkańcy, od przyjezdnych, do lokalnych Ślązaków, którzy opuścili familoki.
Obserwujemy proces społecznej asymilacji różnych środowisk na tle uwarunkowań społecznych i politycznych.
Opisy obejmują edukację, codzienną pracę, a jednocześnie dawne zwyczaje, kulturę śląską. Pokazano awans społeczny za czasów PRL, otoczkę partyjną, powstanie Stalinogrodu, a potem jego powrót do nazwy Katowice.
W tekście są wplecione śląskie wypowiedzi sąsiadów, przyjaciół Autorki, które są od razu tłumaczone na polski, dają powieści niesamowity koloryt.
Ja jako Ślązaczka „słyszę” je czytając – przez moją śląską duszę, wzruszam się i raduję. Przyznam się, że wielokrotnie ocierałam łzy, bo mnie dosłownie ściskało.
Smutek ogarnął mnie, kiedy czytałam o pewnej chorobie i jej skutkach. To było wstrząsające.
Jestem z pokolenia urodzonego za „Gierka”, wielu rzeczy nie doznałam, tak jak bohaterowie książki, bowiem początki opowieści obejmują lata 50, późniejsze, aż do roku 1981. Jest trochę słów o Lechu Wałęsie.
Ale wracamy do książki.
Ujęły mnie w niej zwłaszcza „wynalazki” racjonalizatorskie, takie, jak domorośle wykonane „pralki” i opis tych codziennych spraw.
Piękne są opisane „klachy”, czyli ploteczki, które nadają powieści śląski koloryt.
Te opisy codziennego życia na Śląsku były dla mnie jak czarowny film, który oglądałam z zaciekawieniem.
Bardzo interesujące były opisy „szkolne”, co i jak się działo w edukacji za czasów Gomułki, Gierka.
Muszę podkreślić, że część o sporcie jest wspaniała – opisana atmosfera, te mecze, te łaknienie aktywności sportowej, ta jedność ludności. Wielki szacunek wzbudził we mnie pan stróż, inwalida. Kto będzie czytał, dostrzeże.
Znaczącą wartością książki poza wspaniałą treścią merytoryczną są zdjęcia, tak piękne, że trudno to wyrazić słowami. Ja robię setki zdjęć, robiłam czarno białe fotografie z moim tatą oraz wywoływałam je z nim. Do dzisiaj czuję ten dreszcz jak wspomnienia wyłaniały się na papierze fotograficznym włożonym do wywoływacza. To samo czułam oglądając zdjęcia w „Klachach z Koszutki”.
Ja mieszkam w województwie opolskim, w Zawadzkiem, nie ma u nas górników, ale są hutnicy, mogę zrozumieć postawy robotników wobec „obcych” i partii. To już przerabialiśmy. Dużo ludzi przyjechało do nas za pracą z całej Polski, zwłaszcza z części wschodniej i centralnej, zżyli się z nami, jednakże obecnie wracają na ojcowizny, a moje miasto się wyludnia. Podobne procesy zachodzą w wielu rejonach „górniczych” i przemysłowych Górnego Śląska.
Podsumowanie
Polecam Państwu tę wspaniałą książkę, bardzo żałuję, że wcześniej jej nie przeczytałam, ponieważ jest piękną śląską perełką.
Gratuluję jej pani „Drabince”, jak nazywali Autorkę przyjaciele z podwórka, dlaczego tak, to się dowiecie czytając książkę.
Kłaniam się nisko pamięci rodziców pani Barbary Romer – Kukulskiej, którzy byli cudownymi osobami, pomocnymi ludziom, zwłaszcza pan Karol. Polubiłam ich postaci od pierwszych chwil, w których pojawiają się na kartach powieści, zupełnie jakbym ich znała osobiście. To wielka sztuka tak oddać ich charakter.
Polecam!!!! Must read – jak mówią młodsi czytelnicy.
Wydawnictwo Ośrodek Karta,2023 ISBN 978-83-66707-90-0






