Dziś kolejna recenzja książki Pani Ilony Gołębiewskiej, którą wczoraj czytałam do późna w nocy. Nie było możliwości się oderwać. Oczywiście, naszykujcie chusteczki, bo wzruszeń nie brakowało.
Na początek, jak zawsze przypominam mini biografię Autorki.
Już we wczesnym dzieciństwie postanowiła, że będzie nauczycielką i pisarką. Jak na prawdziwą kobietę przystało, słowa dotrzymała. Wykłada, prowadzi zajęcia dla młodzieży i młodszych dzieci- ale też szkoli seniorów i dorosłych. To właśnie jej doświadczenia z pracy , stały się inspiracjami niebanalnych opowieści.
Pani Ilona Gołębiewska mieszka w stolicy, ale uwielbia uciekać do starego domu, jaki posiada na pewnej mazowieckiej wsi. Praca z ludźmi, częste podróże są natchnieniem przy pisaniu.
Czego by nie powiedzieć o Autorce, jest mistrzynią emocji i nastroju. Plastyczne opisy, poruszane historie nie pozostawiają nas obojętnymi.
Autorka marzy o założeniu fundacji. Więcej informacji o fascynującej pisarce znajdziecie
na : www.ilonagolebiewska.pl
„Teatr pod Białym Latawcem”_ wydawnictwo MUZA S.A.
Teatr pod Białym Latawcem
Główna bohaterka Zuzanna Widawska, dziennikarka największego dziennika w kraju pisze sensacyjny artykuł , który kończy jej karierę, wszyscy robią z niej kozła ofiarnego. Na skutek tego traci nie tylko pracę, mieszkanie, stabilizację a nade wszystko dobre imię.
Ma też „wilczy bilet” i nie może znaleźć pracy. Szansę dostaje w „babskiej gazecie”, gdzie rządzi ekscentryczna redaktor, posiadająca upiornego Yorka i romantycznym imieniu Czarek, z którym chodzi do redakcji i sieje postrach, bo jest agresywny.
Przypomina mi się książka z cyklu Kalifornijska noc- pani Elizabeth Adler – jej główna bohaterka, która ma też agresywnego mini psa rasy chihuahua o bajecznym imieniu Tesoro (Skarb).
Zuzanna musi pisać mało ambitne artykuły. Mieszka w kawalerce, a nad nią pewna ekscentryczna staruszka, która prowadzi pewną działalność. Jaką, doczytajcie.
Idą święta, szefowa każe jej poszukać ckliwego tematu, który wzruszy czytelników.
Tak Zuzanna trafia do fundacji , która organizuje Festiwal Nut Magicznych dla osób o różnym stopniu niepełnosprawności i różnym rodzaju niepełnosprawności. Są osoby na wózkach, ale są i niewidomi.
Jakież jest dziwienie Zuzanny kiedy w teatrze spotyka ekscentryczną sąsiadkę Elenę. Kim jest Elena – doczytajcie.
Siedziba fundacji jest w Teatrze na Woli. Niestety, przychodzi wieść, ze teatr przynosi straty i siedziba ma być sprzedana. Pracownicy są w minorowych nastrojach, a pracownicy fundacji wpadają w popłoch, gdy w ostatniej chwili wycofuje się główny sponsor festiwalu.
Obok teatru wydarzył się kilka lat wcześniej wypadek, w którym zginęła młoda kobieta, a jej syn na skutek wypadku jest na wózku i stracił szansę na karierę jako skrzypek.
Ojciec chłopaka nienawidzi tego miejsca i najlepiej starł by je w proch. Ciągle szuka sprawcy wypadku, tym żyje.
I nagle pracownicy teatru dowiadują się, że on właśnie nabył budynek, bo od lat żyje zemstą , a to miejsce przypomina mu wypadek… Co będzie z teatrem i dzieciakami z fundacji? Doczytajcie.
Zuzanna prosi bogatego biznesmena by nie likwidował teatru i dał im szansę, czy się zgodzi? Czy chce coś w zamian. Co? Doczytajcie.
W tym wszystkim Zuzanna musi się borykać z byłym chłopakiem i upiorną matką, jak to się skończy? Doczytajcie.
Jest to zaskakująca, emocjonalna opowieść, o wzajemnych uczuciach i relacjach.
Mówi o zaufaniu, miłości, bardzo trudnych rzeczach i traumie.
Bardzo mocno został we mnie cytat ze strony 133 :
„Tak sobie pomyślała, że człowiek jest jak latawiec, wciąż musi starać się wzbić w górę, bo tylko wtedy jest wolny . Każdy człowiek potrzebuje wolności jak powietrza ”
Autorka mówi, że bohaterowie opowieści są jak latawce, mieli plany, całe życie, coś chcieli zrobić, a nagle jak latawiec zostają zrzuceni na ziemię. Czasem to wypadek, choroba, niepełnosprawność. A przecież chcieli się wzbić jak te latawce wysoko do nieba.
Książka stanowi wspaniałą powieść o miłości, wybaczaniu, wychodzeniu z rozpaczy i podkreśla, że w naszym życiu ważni są ludzie, a zwłaszcza przyjaciele.
Bardzo wzruszyła mnie to opowieść , popłakałam sobie, ale na koniec się uśmiechałam.
Podsumowanie
Książki Ilony Gołębiewskiej są takie prawdziwe, że fikcja literacka wydaje się nierealna. Bohaterowie są mi tacy bliscy. Przeżywałam ich uczucia , rozterki i tragedie.
Jesienne smutne wieczory i zimowe popołudnia można spędzić na kanapie, czytając te piękne książki, nie tylko tę, którą starałam się nieco przybliżyć .
Zapewniam Was moi drodzy Czytelnicy, że czas poświęcony na lekturę opowieści nie będzie straconym.
Warto nawet zarwać część nocy , jak ja zrobiłam, by je czytać.
Z całego serca polecam!
Johanka






