Strona główna Felieton na dziś Klimaty z PRL Wspomnienia z PRL wieś kontra miasto – opowieść Marianny opracowała Johanka

Wspomnienia z PRL wieś kontra miasto – opowieść Marianny opracowała Johanka

0
286
DSC01031

Dzisiejsze wspomnienia Marianny  powstały spontanicznie, podczas naszego spotkania,  a były na tyle interesujące, że postanowiłam je spisać.

Opowieść Marianny – Miasto kontra wieś

Kiedyś bardzo żeśmy się wstydzili wsi, bo wieś była bardzo poniżana. Gdybym miała ten rozum co teraz, to inaczej był reagowała na różne przykrości, głupie sytuacje, które mnie osobiście dotknęły.

Pamiętam jak ciotka w Bytomiu mnie przedstawiła sąsiadce w familoku, że ze wsi na wakacje na parę dni przyjechałam. A sąsiadka, z taką ironią mówi : „a jo myślała co to za gość bydzie, że Agnes tak glancuje, a ty ino Dziołcha przyjechałaś”.

We mnie aż zawrało (zagotowało), a ciotka była cicho, bo akurat ta sąsiadka jej doglądała dzieci, kiedy były małe.

Nieraz ze wsi wyroby ze świniobicia przywiozła, a ciotka dawała jej też skosztować krupnioków. Sąsiadka na to, że ” my na wsi momy sie dobrze”, bo oni w kolejkach muszą stać, a my mamy wszystko w domu.

Górnośląskie krajobrazy 

Ja uwielbiałam to miasto, ale tam okna wychodziły wprost na Hutę Bobrek. Krajobraż częsty na Górnym Śląsku.

Każdy dzień zaczynano od zbierania sadzy na parapetach. Niemalże pełna szufelka  i tak parę razy w ciągu dnia, ale przecież to było „miasto”.

Mieliśmy w domu łazienkę i ubikację ,a oni w familoku wspólny „kibel”, na korytarzu, ale liczyło się , że w papierach mieli wpisane : „miasto”.

DSC03768-1068×801 DSC03770-1068×801 DSC03771-1068×801 DSC03773-1068×801 DSC03774-1068×801 DSC03779-1068×801

Tarnowskie Góry i rodzina

Do Tarnowskich Gór też jechałam, bo miałam tam dwie ciotki, wujka i kuzynostwo, ale najczęściej spałam u ciotki Hyjdli (Jadzi), bo była samotną wdową.

Dom, gdzie ciotka Hyjdla wynajmowała mieszkanie, stał przy samych torach kolejowych. Jak pociąg jechał, to herbata w szklance się ulewała, bo tak trzęsło, a łóżkiem także.

Ciotka cieszyła się z mojego przyjazdu, ale poniekąd była pazerna, bo moja mama zawsze jej posłała to kurę, to masło, mięso, jajka itd. z tzw. wsi.

Fałszywa koleżanka

Natomiast córka tej gospodyni na początku patrzyła na mnie z taką niechęcią. Jednakże na drugi dzień „skumplowała ” się ze mną.

Nie byłaby jednak sobą , by mi nie dokuczyć, zatem, jak szłyśmy przez miasto i spotkała swoich znajomych, mówiła wszystkim, że do ich lokatorki dziewczyna ze wsi, czyli ja, przyjechała.

Myślałam, że się spalę ze wstydu – tak wtedy nienawidziłam tej wsi.

„Wiejskie zajęcia” okiem „miastowych”

Pytała co robię podczas wakacji, a ja odpowiedziałam, że muszę gęsi paść. Więc ona , wielka pani z miasta  – a jak one wyglądają?

Była zdziwiona , że nie chodzę do kina, teatru, tylko w pole. I to pracować ! Za darmo!

Oj, gdybym miała teraźniejszą śmiałość, kiedy się ze mnie i mojego pochodzenia wyśmiewano, bo bym powiedziała tej panience, że to jej „miasto” to mojej ukochanej wiosce do pięt nie dorasta.

Dzisiejsza wieś ma inne oblicze

My na wsi już teraz mamy wszystko : bo jest gaz, telewizja i wszelkie wygody, których niektórzy nawet w mieście nie posiadają , ale wieś w oczach „miastowych” będzie miała zawsze ten „niższy poziom”.

Ja całe życie marzyłam o zamieszkaniu w mieście , ale wyszło jak wyszło.

Mieszkam na wsi, nie żałując ani minuty, ani grama sadzy z wspomnianego ciotki parapetu.

Żyję w zgodzie z naturą, spokojnie. Bo wieś ma w sobie swój urok, nie ma gonitwy, hałasu i smogu.

I nawet „wiejskie zapachy” z gospodarstw rolnych mi nie przeszkadzają. Bo tu  jest moja Mała Ojczyzna.

Wspomnienia Marianny spisała Johanka

Wszystkie fotografie autorstwa Johanki