Strona główna Felieton na dziś Klimaty z PRL Dzieciństwo w PRL – jak było – wspomnienia Johanki

Dzieciństwo w PRL – jak było – wspomnienia Johanki

0
411
19

DZIECIŃSTWO W PRL

Pochodzę z rodziny robotniczej, w moim miasteczku jedynym zakładem przemysłowym była huta. W dawnych czasach załoga liczyła pięć tysięcy pracowników.

Huta była żywicielką całego miasta i okolic. Moi rodzice dostali tu mieszkanie zakładowe, jak wiele innych rodzin.

ASIA ZA MŁODU_52

Opieka rodzicielska i zabawy w dzieciństwie

Moja Mama nie pracowała, opiekowała się nami, czyli mną i o pięć lat młodszą siostrą.

Ptasiego mleczka nie było, ale było beztroskie dzieciństwo, skromne, ale za to rodzice mieli dla nas czas.

W telewizji były dwa programy i dobranocka maksymalnie 10 minut.

„Lataliśmy” pod blokiem gros czasu spędzając w grze w “paletki”, „dwa ognie”, skacząc       w gumę albo na skakance.

Wisieliśmy na nogach głową w dół na trzepaku, bawiliśmy się w chowanego i podchody. Nasi rodzice nie wiedzieli, gdzie jesteśmy, nie było komórek. Nie do uwierzenia dzisiaj.

Jak ktoś się wywalił na żużlu, którym posypane były drogi na naszym osiedlu, to się leciało do domu, mama rivanolem obmyła albo wodą utlenioną i wracaliśmy na dwór. Dzisiaj jedziemy z dzieckiem na SOR.

ASIA ZA MŁODU_34

Ulubione zabawy w PRL

Lubiłam grać w piłkę nożną, zawsze stałam na bramce, moja mama ciągle biadoliła, bo co chwilę rozwalałam spodnie, a o noszeniu sukienki, zwłaszcza czystej, nie było mowy. Jeżeli już to była czysta jakieś 10 minut po wyjściu z domu.

Grałam z kolegami z podstawówki w rzuty scyzorykiem na trawę, rzuty były “z ręki”, z łokcia, z głowy itd., nieraz potrzebna była pomoc lekarska, ale nikt się nie przejmował ani nie miał traumy.

W przedszkolu cieszyły nas wyklejanki, a na Zajączka – szukanie prezentów pod krzakami w pobliskim parku. Emocje nie do pobicia do dziś. Tęsknię za tym, gdy przyjeżdżały do miasteczka karuzele i była tam wata cukrowa.

Zakupy dziecięce

ASIA ZA MŁODU_22

Pamiętam, że jak dostałam od mamy pieniążek z rybakiem (dawne 5 złotych), to miałam dużo cukierków, a jak z jabłkami (dawne 2 złote) to mniej – byłam twardym negocjatorem.

Nieraz mama wysyłała mnie po świeży chleb do naszej piekarni. Szliśmy całą bandą i nieśliśmy pieczywo w żyłkowych siatkach (chleb był gorący), co nam nie przeszkadzało obgryźć piętki z każdej strony. Potem był „OPR” w domu, ale każdy z nas takie chleby przynosił, było niemożliwe donieść w całości ten chleb, on tak pachniał!

Kupowaliśmy irysy, które świetnie wyciągały plomby. Mama robiła nam z nich szyszki, roztapiała je w rondelku i dosypywała ryż preparowany, potem na gorąco formowała z niego szyszki, smak nie do pobicia dzisiaj!

Na stawie hutniczym pływaliśmy na rowerach wodnych, bez kamizelek i zabezpieczeń nikt nie pytał o kartę pływacką.

01a

Chodziliśmy do biblioteki, czytaliśmy Niziurskiego, Przygody pana Samochodzika i inne hity.

I tyle na dzisiaj, obiecuję kontynuować moje felietony o PRL.

Johanka

 

Na zdjęciach jestem oczywiście ja. J.