Strona główna Felieton na dziś Klimaty z PRL Jak Johanka w PRL jeździła na wycieczki szkolne …wspomnienia z PRL

Jak Johanka w PRL jeździła na wycieczki szkolne …wspomnienia z PRL

0
342
ASIA ZA MŁODU_44

Jak wiecie, urodziłam  się ” za Gierka” w czasach słusznie minionych, zwanych PRL.

Johanka uczennica

Jako uczennica Szkoły Podstawowej nr 2 imienia Władimira Komarowa w Zawadzkiem, potem Liceum Ogólnokształcącego imienia Mieszka I w Zawadzkiem, wielokrotnie jeździłam na wycieczki szkolne.

Pozwólcie, że podzielę się moimi szkolnymi wspomnieniami, okraszonymi refleksją i młodzieńczym sentymentem do minionych czasów.

Szkoła Podstawowa

Wycieczki były do: Opola, do ZOO w Chorzowie, Wesołego Miasteczka, również w Chorzowie ;  ZOO we Wrocławiu, Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach, na zamek w Olsztynie na Jurze Krakowsko Częstochowskiej, byliśmy też w Złotym Potoku, w dworze poety Krasińskiego oraz pałacu Hrabiny Raczyńskiej.

Był też rajd rowerowy koło miejscowości Kolonowskie do tzw. Rogolowca , gdzie było miejsce biwakowe dla harcerzy.

Wszystkie wymienione wycieczki były autokarowe, skromne, ale ja pamiętam jak się cieszyłam na te wyjazdy. Pamiętam, że zawsze uczono nas porządku, godnego zachowania w miejscach pamięci, patriotyzmu, dobrego wychowania.

Nikt z nas się nie wygłupiał podczas wizyty mojej ówczesnej ósmej klasy, w Nazistowskim Niemieckim Obozie Koncentracyjnym w Auschwitz (Oświęcimiu).

Tę wycieczkę zapamiętam na długo, dowiedzieliśmy się jak ważny jest pokój na świecie, jaka jest wojna, co robi chora ideologia nazistowska, jakie są ofiary.  Wracaliśmy do domu w kompletnym milczeniu, byliśmy tak przygnębieni.

Nasze nauczycielki  wycieczek, do pomocy nieraz brały przedstawicieli rodziców, silna była więź szkoła i rodzice.

Rzecz której nie zapomnę , było liczenie nas na początek i koniec wycieczki. W autokarze każdy miał zapamiętać, kto siedzi obok z każdej strony i kogo brakuje.

Liceum i znikająca apteczka szkolna 

Zawsze przed wycieczką szkolną pobieraliśmy od pani higienistki Heleny apteczkę. Pani Helena była w wieku 60+.

Ówczesne przepisy nakazywały mieć apteczkę na wycieczce.  Zawsze była wyznaczana osoba, która miała być za nią odpowiedzialna. I to by było na tyle, gdyż wszystkie te zabiegi nie sprawiały, że wracaliśmy z apteczką. Przez 4 lata za każdym wyjazdem wracaliśmy bez całego tego wyposażenia.

Jakimś cudem zostawała albo w pociągu, jak to na szybko się przesiadaliśmy, a kiedy się „orientowaliśmy”, apteczka odjeżdżała w siną dal. Było jak to się wówczas mówiło ” po ptokach” .

Pani Helena miała prawie stan przedzawałowy jak oznajmialiśmy , że nie ma kolejnej apteczki. Czasy były siermiężne, nie można było odkupić zawartości , było kombinowanie, zrzutka na zagubioną apteczkę. Najbardziej pani Helena rozpaczała , że zaginęły nożyczki chromowane z tej apteczki…to był  towar deficytowy.

Jako, że moje LO było  „na prowincji”, zawsze wybieraliśmy wycieczki aby tzw.”odchamić” doznać kultury wyższej, czyli Kraków, czy inne piękne miasto wojewódzkie, czy inne , o tzw. „mocnej” w dziedzinie kultury i sztuki.

Czarujący Kraków i  Kino Kijów

Koledzy : Marek, Jacek, Wojtek  (było mało kolegów w naszej sfeminizowanej klasie) zawsze byli ” na czasie” , polecieli do Kina Kijów, zobaczyć do jest w repertuarze. Nie było internetu, nie można było „wygooglować”.

Tak, kochane dzieci, nie było komórek, i nie można było nic sprawdzić on-line.

Tym sposobem udało się  zamówić bilety na światowy hit, „Pożegnanie z Afryką” (rok 1985) z Robertem Redfordem. Pamiętam ten piękny budynek kina i wielką ponad 4 metrową palmę stojącą w holu, sięgającą niebotycznie wysokiego sufitu, te wygodne, czerwone pluszowe fotele, w których się „zapadało” – wygodne. Tak można było w komforcie ogladać przez dwie godziny jakiś film.

Do kina szliśmy z Domu Turysty w Krakowie piechotą. W DT pokoje były 10 osobowe, lub 8 osobowe, spaliśmy na łóżkach piętrowych. Ale była to dla nas atrakcja , jakby teraz – nie przymierzając – Hotel Hilton. 🙂

Na wycieczkach nie było alkoholu, bawiliśmy się świetnie bez tego, opowiadaliśmy kawały, śpiewaliśmy piosenki harcerskie przy gitarze, graliśmy w karty w Remika i  MAKAO, „wojnę”.

Każdy miał ze sobą „wałówkę” czyli chleb, gotowane jajka na twardo, pomidory, konserwy turystyczne lub pasztety, robiliśmy wspólne kanapki.

Takiej atmosfery nie zaznałam już nigdy podczas żadnej wycieczki.

Oczywiście  zwiedzaliśmy Kraków,  zabytki, było to dla nas atrakcją, nie nudziło. Z sentymentem wspominam zwiedzanie Wawelu i spacery po plantach.

Inne miejsca i wycieczki

Byliśmy z klasą w Wadowicach, Wambierzycach, w Kotlinie Kłodzkiej, a kiedyś wyjątkowo na rajdzie górskim w miejscowości Rajcza, o ile pamiętam.

Ja byłam w szoku, pierwszy raz w górach, te przestrzenie i przyroda były oszałamiające i odkryłam przy okazji, że nie mam wcale kondycji, a moja astma i płuca w górach to nie jest dobre połączenie.  Moi dwaj koledzy, Marek i Wojtek, pomagali mi nieść plecak. To był piękny gest, jestem wdzięczna i nigdy nie zapomnę.  Dziękuję.

Tak samo jak zawsze, dzieliliśmy się wałówką, zapasami, a tradycyjnie apteczka pojechała PKP w siną dal…

W czasie rajdu robiliśmy ognisko z gospodarzem schroniska , było pięknie. Na koniec wycieczki schodziliśmy z gór w ulewie, idąc wpław po szlaku, którym w tym momencie zmienił się w rwący strumyk. Musieliśmy iść szybko, mimo uderzających obok piorunów, by zdążyć na pociąg w Żywcu.

Buty przemoczone na wylot, spodnie, co chwilę się ślizgaliśmy na błocie.

Chłopaki zjeżdżali na tyłkach, by przyspieszyć schodzenie i jeden wpadł na świeżo nawiezione końskim nawozem pole . I tak,  mokrzy jak przysłowiowe szczury, zmęczeni, ale szczęśliwi, że zdążyliśmy na pociąg, niektórzy niezbyt dobrze pachnący przez wspomniane pole, wróciliśmy do Zawadzkiego.

Byliśmy młodzi, szaleni, ale każdy miał tylko tyle co  inni, nie było dzielenia na biednych i bogatych.

To już nie wróci, podział ekonomiczny społeczeństwa się dokonał i dawne czasy minęły bezpowrotnie…

Wspomnienia są piękne.

Johanka